Wakacyjne zagrożenia

Długo dumaliśmy nad tym dokąd wybrać się w zeszłe wakacje. Biorąc pod uwagę, że pieniążków nie mieliśmy zbyt dużo (złożyło się na to kilka czynników, kupiliśmy dwa aparaty cyfrowe do studio i odremontowaliśmy domek letniskowy) zdecydowaliśmy się na autostop - czego nigdy wcześniej nie próbowaliśmy. Kierunek południowe Włochy.

Przemieszczanie się tą metodą nie należy do najszybszych. Oczywiście i szybciej i wygodniej jest zapakować się do własnego samochodu, a już najlepiej do własnego lub chociaż wynajętego kampera, ale autostop ma też swoje pozytywne strony. Często pojawialiśmy się w miejscach, w których nie planowaliśmy się znaleźć. Często decydowaliśmy się podróżować tam gdzie wiózł nas środek transportu, a nie tam gdzie dokładnie planowaliśmy.

Po dotarciu na wybrzeże same porażki - kemping, który wybraliśmy nie miał kompletnie żadnej infrastruktury, nie było prysznicy, ani toalet - zupełnie jak 20 lat temu w naszym kraju - tylko ceny porównywalne do wynajęcia pokoju w hotelu. Co zresztą zrobiliśmy, po dwóch dniach pobytu przenieśliśmy się do motelu. Całość wydatków codziennych wyszła nawet taniej, bo Bed and breakfast było 5 euro na osobę tańszy niż pole namiotowe bez prysznica i samodzielne gotowanie.

Dalszy rozwój wypadków niestety również nie był po naszej myśli. W trakcie pobytu na dzikiej plaży jakieś siedem kilometrów od miasteczka złapała nas burza. To, że my zostaliśmy kompletnie przemoczeni to pół biedy problem w tym, że również zmoczeniu uległ nasz sprzęt fotograficzny i kamera. Aparat Nikon D90 udało się naprawić dopiero w domu, a Panasonic nie został zreanimowany już nigdy, straciliśmy też zrobione wcześniej fotki, co było chyba jeszcze bardziej smutne. Na następny raz musimy być lepiej przygotowani w jakieś wodoszczelne torby, czy coś takiego. Sam wyjazd już do końca był tym incydentem zepsuty. Skwaszone miny mieliśmy, aż do powrotu do Katowic.

Trackback

no comment untill now

Sorry, comments closed.